Chrześcijańska Akademia Teologiczna w Warszawie

O wyzwaniach stojących przed Chrześcijańską Akademią Teologiczną (ChAT), jej sukcesach i atutach opowiada nowy rektor Uczelni, JM abp prof. dr hab Jerzy (Pańkowski).

Rozpoczął Władyka kadencję rektora ChAT na progu nowej dekady i jest pierwszym prawosławnym rektorem od czasów śp. abp. Jeremiasza. Jaka jest sytuacja ChAT?

W pierwszej kolejności chciałbym ocenić to, co zostało już dokonane. Udało się przede wszystkim spełnić marzenie pracowników i studentów poprzednich lat o budowie nowej i własnej siedziby. To była nasza największa trudność i wyzwanie. Z jednej strony, wydawałoby się, że jest to problem dotyczący jakoby „ścian”, a to przecież nie ściany czynią uczelnię, lecz studenci i potencjał naukowo-dydaktyczny. Jednak mimo wszystko te przysłowiowe „ściany i mury” bardzo pomagają w funkcjonowaniu uczelni i jej rozwoju. Chcę powiedzieć, że mój poprzednik – ks. prof. Bogusław Milerski – dokonał w tej materii naprawdę epokowego osiągnięcia. Nasza nowa siedziba pozwala bowiem przyszłościowo myśleć o ChAT.

Czego nie ułatwia obecna sytuacja…

Zależy o jakiej sytuacji mówimy. Budynek, o którym wspomniałem, wiele nam ułatwił. Obecnie znajdujemy się wszyscy w bardzo trudnym położeniu, bowiem wszystkie uczelnie, i to bez wyjątku, które miały swoje wielkie i mniejsze plany, zetknęły się z czymś, czego nie można ani dotknąć, ani ujrzeć „gołym okiem”. Pandemia koronawirusa pokazała też, jak bardzo musimy być rozważni w snuciu planów na przyszłość. Mówię o tym z całą odpowiedzialnością jako osoba duchowna i przedstawiciel Chrześcijańskiej Akademii Teologicznej. To jest oczywiście perspektywa duchowa, ale w ChAT ona musi być wyjątkowo uświadomiona i odczuwalna. Nasze plany muszą pozostawać w zgodzie z regulacjami ustawowymi, ale nie możemy zapominać, że jest nad nami Opatrzność Boża. Trzeba tutaj dużo chrześcijańskiej pokory. Innymi słowy „planujemy wszystko, co jest w naszych siłach, ale staramy się nie być pewnymi siebie”.

W okresie pandemii wiele planów należało zmienić, jednak życie akademickie i jego procedury toczą się dalej. ChAT też nie stał w miejscu …

Mówiąc o tym, co w tym trudnym czasie udało się nam osiągnąć, to należałoby z pewnością podkreślić uzyskanie przez Wydział Nauk Społecznych prawa doktoryzowania. Oznacza to, że możemy teraz promować doktorów na obydwu wydziałach. W świetle nowej ustawy pozwala nam to w pełni nazywać się Akademią – wprawdzie zawsze takową byliśmy – ale pozyskanie wspomnianych uprawnień oznacza, że nasze funkcjonowanie spełnia rygory nowej ustawy. To jest wynik bardzo ciężkiej pracy wielu osób, za co jako rektor nowej kadencji bardzo im dziękuję. Musimy teraz ciężko pracować nad zachowaniem wysokiego poziomu promocji doktoratów i jego dalszym podnoszeniu. Wszystko to ma jeden cel, a mianowicie promować jak najlepsze doktoraty, a co za tym idzie, także i habilitacje. W końcu to one zasilą naszą uczelnię w wymiarze kadrowo-dydaktycznym, naukowym i badawczym.

Nowe są również ramy działania w związku z nowymi regulacjami prawnymi…

Cały czas jesteśmy na etapie wdrażania i poznawania nowej ustawy, która radykalnie zmieniła chociażby kompetencje i funkcję rektora. Jestem od kilku tygodni urzędującym rektorem i chyba największym wyzwaniem wydaje się ogromna autonomia władzy rektorskiej, za którą konsekwentnie idzie też ogrom odpowiedzialności.

Na ile wspomnianą autonomię i odpowiedzialność można przyrównać do władzy biskupiej – jest Ksiądz Rektor jednocześnie władyką diecezji wrocławsko-szczecińskiej?

Władza biskupia jest czymś innym niż władza rektorska. Jej pierwsza różnica tkwi w tym, że jedna jest bezterminowa, a druga kadencyjna. Władza biskupia obarczona jest ogromną odpowiedzialnością za los wielu ludzi. Ta władza często zderza się z fenomenem „nieprzewidywalności przyszłości”. Decyzje nie mogą być podejmowane pod wpływem regulacji, trendu, czy też bieżącej polityki. Nie ma takiej ustawy, która by radykalnie zmieniała kompetencje biskupa. A najtrudniejsze jest chyba to, że biskup jest bardzo osamotniony w tym, co robi. Jest oczywiście sobór biskupów, do którego może się odwołać, ale za diecezję odpowiada sam.  W duchowym wymiarze musi on, innymi słowami, prowadzić święte życie, aby podejmować słuszne decyzje. Samo słowo biskup – episkopos – oznacza tego, który nadzoruje i widzi dalej, przewiduje. To jest działanie łaski Ducha Świętego i w tych decyzjach odgrywa ona kluczową rolę. Mógłbym o tym, jak chyba każdy biskup, wiele powiedzieć na przykładzie konkretnych przykładów.

A uczelnia?

W uczelni mamy zupełnie inny kontekst. Są przecież ustawy, która wyznaczają jasno określone parametry i wskazują jak daleko rektor może posunąć się w swoich decyzjach. Stanowią one jednak również i przestrogę dla rektora, jak wielką odpowiedzialność ma, podejmując każdą personalną lub tym bardziej strategiczną dla swojej uczelni decyzję. Z moich pierwszych rozmów z innymi rektorami wynika, że istnieje spory nacisk, aby rektor był nie tylko rozważny ale i ostrożny, aby biorąc na siebie ogrom rektorskiej władzy, nie bał się też podejmować decyzji dla dobra uczelni i to w każdym wymiarze – naukowo-badawczym, finansowym i kadrowym, a te są ze sobą powiązane i momentami dość trudne.

Wiele się mówi o tym, że młodzi potrzebują narzędzi inżynierskich, informatycznych, muszą się doskonale orientować w świecie coraz bardziej cyfrowym i nastawionym na utylitaryzm. Jak w tym wszystkim może się odnaleźć młody człowiek, który czuje się humanistą?

Myślę, że humaniści bardzo dobrze się odnajdują w świecie cyfrowym, Nawet, jeśli nie są jego zwolennikami, muszą z niego korzystać. Poza tym, nauki ścisłe, jak i nauki humanistyczne mają, a przynajmniej powinny mieć, jeden cel: powinny nauczyć człowieka myśleć o swoim życiu. Wskazać mu taką drogę, aby bez problemu umiał rozróżniać dobro od zła. Zasadniczym celem każdej nauki jest to, aby człowiek nie wyrządzał sobie krzywdy, łącznie z tym, że poprzez, ważne skądinąd wynalazki i osiągnięcia naukowe, których jest autorem i kreatorem, sam sobie nie zadawał bólu. Bez względu na to, czy ktoś jest ukierunkowany na humanistykę czy nauki ścisłe, a nie posiądzie tej umiejętności, to będzie zagrożeniem sam dla siebie. Chrześcijańska Akademia Teologiczna oraz szeroko rozumiana teologia, której nie odrywam od pedagogiki, i to nie tylko dlatego, że mamy Wydział Nauk Społecznych, bez wychowania nie ma racji bytu. Z perspektywy duchowej zobaczyliśmy chociażby w czasie pandemii jak bardzo ograniczona jest nasza wolność. W jednej ze swoich niedawnych homilii spontanicznie stwierdziłem, że wolność oznaczała na przełomie marca i kwietnia 2020 roku prawo pójścia jedynie do apteki czy do sklepu, a dotychczasowa teoria o absolutnej wolności legła wtedy w gruzach. A zatem, nie możemy skupiać się tylko na naukach ścisłych, dających, co prawda, człowiekowi komfort życia w różnych wymiarach, ale musimy też dostrzec to, co i w teologii jest bardzo ważne: praxis i theoria – praktykę i teorię. Tak jak każdy matematyk musi być także teoretykiem, to również i każdy teolog musi praktycznie stosować teologię w życiu. To samo, zresztą, powinno mieć miejsce w pedagogice.

Czy ChAT jest dobrym miejscem dla ludzi, którzy nie są wierzący albo są sceptyczni wobec religii?

Nie akceptuję teorii, że istnieją osoby niewierzące. Nawet tzw. „osoby niewierzące” wierzą przecież w swoje przekonania. Wiara jest czymś niezależnym od nas, wrodzonym darem Bożym, może być też nazwana nieodłączną cechą ludzkiego bytu. Człowiek zawsze w coś wierzy. Czasami droga owego ‘niewierzącego człowieka’ do Boga jest o wiele krótsza niż wierzącego słabo albo wierzącego „ciepło” (mowa o braku wiary gorącej), jak mówią Ojcowie Kościoła. Stąd też nie kategoryzowałbym nas aż tak radykalnie, bo ludzie z różnych powodów mogą być mniej lub bardziej sceptyczni, a my i tak nie znamy wszystkich przyczyn ich takiej czy innej postawy. Bóg „nie gra na czas” z człowiekiem. Jedno jest pewne, a mianowicie to, że szuka sposobu i odpowiednich uwarunkowań, aby mu pomóc, a jak trzeba, to także go uratować. Czy ChAT jest właściwym miejscem dla każdego? Tak, bo można się tutaj przekonać, dzięki edukacji teologicznej i pedagogicznej, na ile nasze przekonanie są prawdziwe.

Brzmi prawie jak zakład Pascala

Człowiek niczego nie straci, gdy zetknie się z tym, co go nurtuje i wywołuje w nim egzystencjalny niepokój. Osobiście wolałbym się rozczarować w tym, że życie wieczne nie istnieje, niż w tym, że istnieje i to wiecznie. To drugie rozczarowanie jest znacznie gorsze, dlatego warto być chrześcijaninem. Często można się spotkać z definicją człowieka niewierzącego jako tego, który wciąż zaprzecza istnieniu Boga. Niezwykle podoba mi się wypowiedź Paula Evdokimova zapisana w jego książce pt. „Szalona miłość Boga”, który nazwał ateizm „kompleksem Boga”. Bo ateizm nie poprzestaje na pewnej deklaracji o nieistnieniu Boga, ale ciągłym udowodnianiu, że Boga nie ma. ChAT jest właśnie uczelnią, która nie narzuca komukolwiek przymusowej wiary w Boga. Mogą tutaj studiować, mam na myśli oczywiście Wydział Nauk Społecznych, osoby nie deklarujące swojej przynależności religijnej.

Właściwie może to o sobie powiedzieć każda uczelnia państwowa z wydziałem teologicznym, więc na czym polega specyfika ChAT?

Atutem ChAT jest ogromna różnorodność. Pomimo fundamentalnych różnic dogmatycznych pomiędzy sekcjami, potrafimy pracować razem w obszarze nauk teologicznych. Nie przeszkadzają nam te różnice w pielęgnowaniu wspólnotowego charakteru uczelni, w przyjaźni, w pracy naukowo-dydaktycznej i codziennej koegzystencji uczelnianej. Rozumiemy swoje fundamentalne różnice i dzięki temu potrafimy powiedzieć ‘nie’ pewnym stereotypom. Nasza wiedza nt. różnic między wyznaniami jest czasami dość płytka i bywa tak, że potrafimy krzywdzić kogoś swoją niewiedzą. ChAT stara się sprostać i tym wyzwaniom. Na przykład wspomniany rektor ChAT śp. Arcybiskup Jeremiasz miał w sobie taką „świętą słabość”, a mianowicie – zawsze okazywał On więcej szacunku wobec człowieka, który fundamentalnie różnił się od niego wyznaniowo i ideowo. Nie chciał, aby druga osoba czuła się inna czy gorsza. I właśnie dlatego ChAT jest wyzwaniem poznawania czyjejś odmienności – religijnej i duchowej bez kompromisu w sprawach własnej wiary. Większość z nas rodzi się w swoich tradycjach religijnych i nasza wiara wynika z wychowania. Ta wiara jest zatem czymś naturalnym, egzystencjalnym i ontologicznym w naszym życiu.

Mówił władyka o theoria i praxis, ale jak to wygląda w tzw. realu?

Fenomenem ChAT-u jest również to, że potrafimy bronić rozpraw doktorskich, które nie wyrażają nas dogmatycznie, a możemy oceniać obiektywnie ich merytoryczną stronę. Pamiętam dysertację, w której promotorem był biskup ewangelicki, recenzentem biskup prawosławny, a drugim recenzentem biskup rzymskokatolicki. Ta praca nie wyrażała ani naszej jedności wiary, ani jedności dogmatycznej. Jako recenzenci musieliśmy jednak merytorycznie ocenić tę pracę. Ukazać jej naukowy i badawczy potencjał. I to jest największy dowód, że zachowując naszą tożsamość wyznaniową, potrafimy bez uprzedzeń ocenić to, co stanowi wartość naukową i merytoryczną.

Jednak w tak dużych metropoliach jak Warszawa czy Wrocław jest coraz więcej młodzieży, która nie tyle walczy z chrześcijaństwem czy jest sceptyczna, ale po prostu obojętna. Czy nazwa uczelni ‘Chrześcijańska Akademia Teologiczna’ nie działa zatem zniechęcająco?

Nie chcę ukrywać ani nazwy ‘Chrześcijańska”, ani też ‘Teologiczna’ dla uzyskania jakiegoś celu marketingowego. Byłoby to w sumie dziwne, gdybyśmy za pomocą takiego chwytu chcieli zapraszać ludzi do przestrzeni, której mielibyśmy się wstydzić. Nazwa wskazuje na tożsamość i charakter uczelni. To, co nasz otacza, świat wirtualny i technika, w zaskakującym tempie wpływają na człowieka, i to nie tylko młodego. Spójrzmy na pewne codzienne zjawisko. Wystarczy, że na ranku technologicznym pojawia się nowy model telefonu. Wraz z tym, u wielu pojawia się od razu wręcz chorobliwe pragnienie jego zakupu, chociaż korzystają z bardzo dobrego i to niedawno zakupionego aparatu. Ta gonitwa nie zaspokaja oczekiwań młodych ludzi, którzy permanentnie chcą mieć coś nowszego. Kiedy jednak już to mają, widzą, że ta radość dość szybko przemija. Musimy zatem powiedzieć wprost, że chrześcijaństwo i ChAT mają charakter uniwersalny, diachroniczny. Dostosowujemy ofertę naukową i dydaktyczną do bieżących czasów, ale nie kosztem istoty misji naszej uczelni.

Jak realizacja tej misji wygląda praktycznie na gruncie ChAT?

Chrześcijaństwo nie powinno głosić dobrej zmiany, ale dobrą nowinę, stąd też nie powinniśmy i nie możemy ukrywać niczego ze swojego chrześcijańskiego i teologicznego charakteru. Cieszę się, że akurat te dwa przymiotniki są w nazwie naszej wyjątkowej na skalę europejską uczelni – bo gdyby to była jedynie chrześcijańska akademia to brakowałoby mi właśnie dodatku ‘teologiczna’. To chrześcijaństwo widzę także w pedagogice, ponieważ nie studiują u nas tylko wyznawcy prawosławia, wyznań protestanckich czy starokatolickich, ale też rzymscy katolicy czy też osoby bez przynależności wyznaniowej. Jesteśmy więc otwarci, a Wydział Nauk Społecznych pokazuje, że nasza uczelnia nie narzuca nikomu swojego zdania, ale też nie kryje się ze swoją tożsamością chrześcijańską i teologiczną.

Jak wygląda współpraca ChAT z uczelniami zagranicznymi?

Dobrze rozwija się współpraca Sekcji Teologii Ewangelickiej ChAT z Wydziałem Teologii Ewangelickiej w Bonn, którą od dawna skutecznie koordynuje ks. prof. Bogusław Milerski. Jeśli chodzi o Sekcję Prawosławną, to mamy podpisaną umowę z Kijowską Akademią Teologiczną, a niedawno pojawiła się propozycja ściślejszej współpracy z Wydziałem Teologii Prawosławnej Uniwersytetu w Salonikach. Jest też perspektywa wspólnej umowy i projektów z Wydziałem Teologicznym Uniwersytetu w Atenach – moją macierzystą uczelnią. Kilka lat temu, jako Kierownik Sekcji Prawosławnej CHAT, podpisałem także umowę o współpracy z Prawosławnym Seminarium Duchownym w Smoleńsku, co jest też ważne w wymiarze politycznym i społecznym, gdyż Smoleńsk jest ważny w Polsce i dla Polski, a gdyby się udało na płaszczyźnie teologicznej porozmawiać o trudnych rzeczach to byłoby to niezwykle cenne.

ChAT to nie tylko studentki i studenci z Polski…

Owszem, mamy znaczący odsetek studentów ze Wschodu – dominuje Ukraina i Białoruś, ostatnio mamy trochę mniej osób z Rosji, Litwy, Serbii, Gruzini czy Bułgarii. Z powodu sytuacji pandemicznej większość studentów zagranicznych wróciła do domów. Miejmy nadzieję, że sytuacja wróci do normy i będziemy mogli ich gościć z powrotem.

Jak odbywać się będzie proces kształcenia w uwarunkowaniach pandemicznych?

Po konsultacji z kadrą naukową i analizie sytuacji epidemicznej w kraju zdecydowaliśmy, że rok akademicki 2020/2021 rozpoczniemy normalnie, ale nauczanie będzie się odbywało hybrydowo, co w praktyce oznacza połączenie nauczania stacjonarnego i – tam, gdzie będzie taka potrzeba – zdalnego. Zawsze musi być uwzględniona wewnętrzna sytuacja i uwarunkowania panujące na uczelni – ilość studentów, nauczycieli, metraż, wentylacja czy respektowanie rygorów sanitarnych. Mam nadzieję, że wszystko odbędzie się zgodnie z przyjętym harmonogramem. Wsłuchujemy się także w głos i opinie studentów. Dziekani wydziałów są ponadto upoważnieni przez rektora do wydawania odrębnych zarządzeń w tym zakresie.


wróć do góry Skip to content

W celu świadczenia usług na najwyższym poziomie stosujemy pliki cookies. Korzystanie z naszej witryny oznacza, że będą one zamieszczane w Państwa urządzeniu. W każdym momencie można dokonać zmiany ustawień Państwa przeglądarki. więcej informacji

Ustawienia plików cookie na tej stronie są ustawione na „zezwalaj na pliki cookie”, aby zapewnić najlepszą możliwą jakość przeglądania. Jeśli nadal będziesz korzystać z tej witryny bez zmiany ustawień plików cookie lub klikniesz „Akceptuj” poniżej, wyrażasz na to zgodę.
Polityka prywatności

Zamknij