Chrześcijańska Akademia Teologiczna w Warszawie

Edukacji – zarówno w sensie systemowym, jak i w myśleniu o pracy z człowiekiem – potrzebny jest spokój i namysł, a także uznanie mocy autonomii. Edukacja jest zawsze soczewką, w której skupiają się właściwości danego społeczeństwa i kraju – mówi prof. dr hab. Renata Nowakowska-Siuta, dziekan Wydziału Nauk Społecznych ChAT.


Po co nam właściwie pedagogika?

Wbrew pozorom nie jest to proste pytanie. Mamy dwa podejścia do myślenia o pedagogice – nurt naukowy, który toczy wewnętrzne spory metodologiczne, o to, czy pedagogika jest w ogóle ‘nauką czystą’ czy korzysta z dorobku innych dyscyplin jak socjologia i psychologia. Te zmagania toczą się od kilku dekad. Jest i drugi pogląd, ograniczający pedagogikę do działalności praktycznej, w której zawiera się jedynie kształcenie nauczyciela i dydaktyka, a wszystko inne to elementy zapożyczone, nie mające za wiele wspólnego z pedagogiką. Tak mniej więcej wygląda tło sporu teoretycznego.

Jaki jest właściwie cel pedagogiki?

Możemy, oczywiście, prowadzić teoretyczne rozważania, jak to rozumiano w starożytności, czy jak do sprawy podchodzili personaliści lat 20. i 30. XX wieku, jednak zasadna jest teza, że pedagogika jest po to, aby zrozumieć innego człowieka i umieć profesjonalnie, a nie tylko emocjonalnie, owo rozumienie przekuć w działanie.

Czy tego samego nie mógłby powiedzieć psycholog czy psychiatra, duszpasterz tudzież socjolog?

Ależ tutaj wcale nie musi istnieć jakiś ostry spór. Wychowaniem zajmują się nie tylko rodzice, ale i profesjonaliści – nauczyciele czy duszpasterze. Pytanie tylko, czy chcemy w dzisiejszych czasach wierzyć, że każdy może być jednakowo uprawomocnionym ekspertem we wszystkim. Najtrudniejszą rzeczą w obrębie jakiejkolwiek innej nauki, która zajmuje się człowiekiem, w tym również w pedagogice, jest obecnie odpieranie nieracjonalności. Pogląd, że każdy może być każdym i każdy może być też ekspertem w sprawie zdrowia, edukacji i wychowania etc. jest niebezpieczny i coraz bardziej powszechny.

Jakiś przykład?

Problemem jest choćby wchodzenie na pole zagospodarowane do tej pory przez kogoś innego. I tak można być doskonałym ekspertem w wychowaniu własnego dziecka, ale już niekoniecznie dziecka przyjaciół. Można być ekspertem w wychowaniu i kształceniu małych dzieci, ale niekoniecznie ludzi dorosłych czy dorastających. Żyjemy w czasach rozproszonego myślenia o tym, jaka jest nasza rola (jako naukowców, badaczy) w procesie wychowania, ale także we współistnieniu naszego myślenia pedagogicznego w innych dyscyplinach nauki. Nagminnie zaprasza się do studia telewizyjnego, którzy niekompetentnie wypowiadają się na skomplikowane tematy, a to przecież nie służy nauce.

Co ma takiego pedagogika, czego nie mają inne nauki? Wiadomo, że zawsze jest interdyscyplinarność, ale co posiada pedagogika, czego nie mają inni i co inni mogą zapożyczyć od pedagogiki, aby zastosować u siebie?

Trudno powiedzieć, czy jest coś takiego typowo pedagogicznego. Są oczywiście głosy, że historia wychowania i myśli pedagogicznej nie należy do pedagogiki tylko do historii, a dydaktyka dzieli się na szczegółową, czyli np. językową i pozostałe. Gdybym znała odpowiedź na to pytanie to napisałabym esej, który być może wywróciłby do góry nogami myślenie o pedagogice w ogóle. Musimy sobie uświadomić, że pedagogika wyrastała z filozofii, zajmując się rozwojem człowieka, przy czym nie tylko w jego pierwszym stadium, ale także  w jego sytuacji historycznej, kulturowej i społecznej. Ponadto pedagogika ma rys aksjologiczny i nie rezygnuje z mówienia o człowieku zanurzonym w świat wartości.

Jeśli pedagogika na bieżąco stara się zrozumieć człowieka i towarzyszy mu w procesie kształtowania (się) to pedagogika powinna być najbardziej dynamicznie zmieniająca się nauką wśród dyscyplin humanistycznych. Czy tak jest?

Mogę tylko powtórzyć, że mówimy o pedagogice jako nauce i o pedagogii, a więc o tym, co dotyczy działania i pracy z innym człowiekiem. Obydwa nurty będą się gwałtownie zmieniać. Nie ma pedagogiki bez dorobku nauk, w tym neuronauk i w ogóle myślenia o ludzkim mózgu, sztucznej inteligencji i jakie to ma przełożenie na człowieka w jego codziennym życiu. Z drugiej strony, jeśli mówimy o moim obszarze badań, a więc pedagogice porównawczej to jest to raczej subdyscyplina, która domaga się nieustannej aktualizacji, bo nie da się mówić o systemach edukacyjnych czy szerzej – zmianach w edukacji bez uwzględnienia kontekstu historycznego, społecznego czy kulturowego ani bez rozumienia tekstów w językach oryginalnych. Łączy ona zatem mnóstwo dystynkcji, ale też jest rzadko wybierana jako pole eksploracyjno-naukowe. To pokazuje złożoność zagadnienia.

Jaką rolę pełni WNS i element lingwistyczny – nauczanie języków obcych?

Na Wydziale Nauk Społecznych język angielski połączony jest z pedagogiką przedszkolną i wczesnoszkolną. Chodzi o to, aby nauczyciele potrafili uczyć w języku angielskim i byli przygotowani do zmierzenia się z nowoczesną dydaktyką językową dla małego dziecka. Tę specjalność konsultowaliśmy z naszym otoczeniem społecznym i z Fundacją Dwujęzyczne Dzieci. Mamy w planach wyposażenie pracowni językowej, ale już teraz mamy dwa nowoczesne, metodyczne laboratoria lingwistyczne. Mamy też od tego roku propozycję angielskiego rozszerzonego dla pracowników socjalnych. Uczymy także innych języków, uznając, że jest to konieczny element nie tylko przygotowania do pracy zawodowej, ale przede wszystkim istota rozumienia innych kultur, czytania literatury, odkrywania znaczeń.

Mówi się o rewolucji cyfrowej, a obecnie zmagamy się z kolejną, zdetonowaną przez pandemię koronawirusa. Czy pojawiła się zatem konieczność gruntownego przemodelowania dotychczasowych założeń pedagogicznych czy one w jakiś cudowny sposób same dopasowują się na poligonie rzeczywistości?

Jestem zwolenniczką myślenia racjonalnego i rzadko kiedy wierzę w cuda. Wydaje mi się, że cudem jest połączenie myślenia racjonalnego i pracy. Nie dostrzegam potrzeby gruntownych przemian. Edukacji – zarówno w sensie systemowym, jak i w myśleniu o pracy z człowiekiem – potrzebny jest spokój i namysł, a także uznanie mocy autonomii. Edukacja jest zawsze soczewką, w której skupiają się właściwości danego społeczeństwa i kraju.  Właśnie skończyłam pisać książkę o Finlandii, gdzie wraz z prof. Tadeuszem Zielińskim uczestniczyliśmy w wizycie studyjnej. Finlandia jest fenomenem edukacyjnym, zastanawiającym przecież cały świat.

Jak cała Skandynawia…

Tak, ale fiński model jest specyficzny, szczególnie jeśli uwzględnia się raporty nt. szczęśliwości społeczeństwa. Finowie od 2015 roku są na pierwszym miejscu, także co do stopnia zaufania społecznego. To, co dzieje się w edukacji, jest wyrazem mechanizmów społecznych w ogóle. Jeżeli tego zaufania nie ma – na poziomie międzyludzkim, prywatnym czy zawodowym – to w edukacji tego zaufania także nie będzie, a więc także w relacji rodzic-nauczyciel czy nauczyciel-dziecko.

To co robimy źle?

Upolityczniamy naukę, w tym i pedagogikę i to jeszcze w sposób niezwykle sprymityzowany. Pedagogika staje się narzędziem do legitymizowania rozmaitych, niepokojących i doraźnych rozwiązań.

Niemniej, pojawia się też zarzut, że ideologizacja nauczania czy szeroko rozumianej pedagogiki, dotyczy także sfery religijnej, szczególnie w obliczu zobojętnienia religijnego zauważanego w polskim społeczeństwie. Jak te zmiany odnieść do zadomowienia pedagogiki na Chrześcijańskiej Akademii Teologicznej?

Czy wyobrażamy sobie świat społeczny bez jakiejkolwiek ideologii? Pomyślmy o tym, co działo się w oświeceniu i później, uwzględniając następujące po nim procesy sekularyzacyjne. Czyż wielkie rewolucje sprzeciwiające się wartościom X, nie wprowadzają jednocześnie wartości Y? Można próbować wyzuć świat z jakichkolwiek wartości, ale czy to się udaje? To nie jest kwestia tego, czy uczymy wartości i w wartościach, ile raczej tego, czy w świecie, w którym jest bardzo dużo słów, a mało świadectw, umiemy żyć tak jak o tym mówimy. Powstaje więc praktyczne pytanie, czy nasze postawy są emanacją wartości, które deklarujemy czy nawet wyznajemy. Istotne jest w tym wszystkim pozostawienie szacunku dla indywidualnego wyboru każdego z nas. Na naszym Wydziale Nauk Społecznych od początku jego istnienia (2012) zawsze przyświecała nam idea, że niczego nie chcemy narzucać. Pedagogika jest propozycją, stawialiśmy zawsze na jakość kształcenia przy zachowaniu szacunku dla każdej odmienności. Dlatego też nie interesuje nas ani wyznanie, ani intensywność religijnych praktyk. Mamy studentów z Kościoła rzymskokatolickiego, Kościołów ewangelickich, ewangelikalnych i starokatolickich,  Kościoła prawosławnego, ale też wyznawców judaizmu czy buddyzmu. Nie wnikamy także w etykietki światopoglądowe.

Ale na etykietce jest wyraźnie napisane: Chrześcijańska Akademia Teologiczna. Jak wygląda to sąsiedztwo pedagogiki i teologii pod dachem uczelni państwowej z dopiskiem chrześcijański i teologiczny?

Od początku Wydział Pedagogiczny, a teraz WNS miał ideę, że pedagogika ma dużą dozę autonomicznego kreowania tego, co chcemy oferować. Raczej uzgadniamy niż narzucamy i to nas różni od wielkich konglomeratów, dużych uczelni, które działają na zasadzie drabinkowo-korporacyjnej. U nas jest to bardziej poziome i inkluzywne. Dziedzictwo judeo-chrześcijańskie jest przecież częścią i motorem tradycji europejskiej, podobnie jak tradycja grecka.

Jakie są plany rozwoju Wydziału Nauk Społecznych?

Być może jest jeszcze za wcześnie, by na tym etapie mówić o szczegółach, ale warto zaznaczyć, że nasz wydział ma już osiem lat i udało nam się zrealizować sporo projektów projakościowych. Mamy dobrą wymianę międzynarodową. Mieliśmy projekty polsko-izraelskie, a teraz mamy duży projekt Toral, badający religijność i jej wpływ na zdrowie psychiczne i fizyczne – w tej inicjatywie – oprócz ChAT – uczestniczą uczelnie z Turcji, Krety, Bułgarii i Belgii. Projekt będzie trwał jeszcze rok, ale mamy już za sobą dwa etapy i będziemy go wdrażać do programu kształcenia na obydwu wydziałach – powstanie publikacja naukowa, ale efektem ma być program kształcenia szeroko rozumianych kadr pomocowych – od duszpasterzy, poprzez kapelanów, pracowników socjalnych, pedagogów, którzy uwrażliwią na odmienność religijną i jednocześnie będą posiadali narzędzia, aby porozumieć się z kimś, kto ma swoje przyzwyczajenia, wynikające z odmiennej religii czy kontekstu kulturowego – chrześcijaństwa zachodniego, wschodniego czy islamu.

Mamy 30. rocznicę wprowadzenia religii do szkół. Z międzynarodowych badań wynika, że proces wychowania religijnego kuleje, a Polska jest w czołówce krajów najszybciej sekularyzujących się. Do tego wszyscy narzekają na pogarszającą się wiedzę religijną. Czy taka sytuacja ma już jakiś wpływ na pedagogikę?

Jako pedagog porównawczy mogę powiedzieć, że problem tkwi w archaiczności metodyki i pomysłu na kształcenie religijne w polskiej szkole. To, że uznaliśmy, iż jesteśmy państwem homogenicznym, w którym dominuje wyznanie rzymskokatolickie, pokazuje, że w podręcznikach zatwierdzanych przez hierarchię, eksperci zewnętrzni nie mają za wiele do powiedzenia. Nie ma za bardzo pomysłu, o czym rozmawiać ze współczesnym nastolatkiem. Mam wrażenie, że brak jest konceptu na unowocześnienie przekazu. Mało jest wiedzy naukowej, czego potrzeba człowiekowi i jak postrzega swoją rolę w świecie i jak zamierza budować swoją tożsamość. Efektem jest to, że młodzież rezygnuje z religii, gdyż ta nie odpowiada na jej pytania i potrzeby. Zapomina się w szkołach o różnych obszarach intelektualnych i potrzebach młodego człowieka, które trzeba zagospodarować. Nie wszystkich interesują rzeczy okrojone i podawane w pigułce – jest młodzież, która chce i oczekuje więcej.

Jak pedagogika i WNS zagospodarowuje potrzeby młodzieży związane z postępującą cyfryzacją życia?

Wierzę, że w tym pędzącym coraz bardziej świecie, jedynym wyjściem jest to, abyśmy my – pedagodzy – robili swoje. Nie powinniśmy popadać w przesadną misyjność pedagogiki, bo wówczas staje się ona niepotrzebnym biczem, ani też nie powinniśmy się obrażać na współczesny świat a o wiele bardziej go zrozumieć i opisywać mądrze. Ważna jest też propozycja, która nie musi być od razu uważana za atrakcyjną, ale z czasem okazuje się, że co bardziej wysublimowane gusta zaczynają ją doceniać jak choćby to, że za dyplomem idzie jakaś elokwencja człowieka albo doza wiedzy ogólnej.

W kontekście postępującej pandemii i wyzwań zdalnego nauczania widzimy, jak ważny jest zawód nauczyciela. Jak bardzo pandemia wpłynie na przygotowanie nowych pokoleń nauczycieli, których jest coraz mniej?

Zbieramy żniwo tego, co było jakąś problematycznością ostatnich dekad. Mówiłam o upolitycznieniu, ale jest też duża feminizacja zawodu i negatywny do niego dobór.

Feminizacja w kontekście ..?

… negatywnym, dlatego że świat jest różnorodny i nie może być też tak, że młody człowiek przez naście lat swojej edukacji ma wokół siebie wyłącznie kobiety. Byłoby dobrze, gdyby była jakaś różnorodność odzwierciedlająca odmienne myślenie, poglądy czy sposób bycia. Podobnie nie jest zdrowa przewaga mężczyzn w jakiejkolwiek instytucji. Do tego dochodzi wspomniana negatywna selekcja, ponieważ przez lata pokutowało wrażenie, a może i przekonanie, że nauczycielem zostaje się z powodu braku lepszego zajęcia, czyli ‘nie mam pomysłu na życie, to sobie zostanę nauczycielem’.

Nauczyciel z przymusu?

Tak, a później okazuje się, że dzisiejszy świat zaczyna wymagać od nauczyciela i niekoniecznie wierzy nauczycielom na słowo. Technologie pozwalają nam dziś łatwo i błyskawicznie weryfikować to, co się dzieje i to, co mówi nauczyciel. Poza tym oczekuje się od nauczycieli multitaskingu: nauczyciel ma być terapeutą, doradcą, organizatorem, motywatorem, facylitatorem, negocjatorem i animatorem

Supermanem albo wonderwoman…

…a więc właściwie wszystkim, podczas gdy w standardach kształcenia nauczycieli, które się zmieniają średni co trzy lata, jest odzwierciedlenie tej tendencji. W tychże programach mamy całą gamę zajęć z psychologii, komunikacji interpersonalnej, a nawet obowiązkowej kultury języka. To z jednej strony dobrze, ale z drugiej pokazuje, w jakim świecie żyjemy, okrojonym z myślenia o języku jako narzędziu do zrozumienia świata.

A co z Covid-19?

W tej chwili odbywa się szereg rozmaitych konferencji w Polsce i na świecie, pojawiają się pierwsze książki nt. Covidu. Pandemia obnażyła ważną rzecz i to mówię też jako dziekan, który kontrolował proces kształcenia i rozmawiał ze studentami w trakcie kryzysu: część młodych ludzi, jak i dorosłych na uniwersytetach wypadło z procesu kształcenia i jeszcze przez długi czas nie będziemy w stanie tego nadrobić. Po drugie: pojawiła się samotność jako czynnik, który – wydawałoby się – w epoce mediów społecznościowych czy Internetu powinien być właściwie wykluczony, a nagle okazuje się, że z komputerem pod pachą jesteśmy straszliwie samotni i nie mamy z kim rozmawiać – możemy mówić, ale nie mamy z kim porozmawiać. Po trzecie: pandemia ukazała też deficyty empatii i umiejętności radzenia sobie w tej sytuacji.

I co na to może poradzić pedagogika?

Wyposażać i reagować na to, co się dzieje – m. in. poprzez modyfikację treści w procesie kształcenia przyszłych pedagogów. Dziś mamy Covid, a za chwilę możemy mieć inne pandemie, bo taki mamy świat – zanieczyszczony, nie myślący ekologicznie, połamany. W jakimś sensie powracamy do pierwszego pytania i ta odpowiedź jakby sama się wykrystalizowała: rolą pedagogiki jest racjonalne reagowanie i wyposażanie uczestników procesu wychowania, kształcenia i życia społecznego w takie dyspozycje, które pozwolą adekwatnie w tym świecie być i działać.

Ale żeby to ‘ogarnąć’ potrzebne są niepoliczalne sensory i rejestratory

Tak już bywa i znów powraca pytanie o proporcje i kanon kształcenia i wykształcenia człowieka, przygotowani nie tyle do tego, co jest, ale do tego, co będzie, a nawet do tego, o czym jeszcze nie wiemy, że będzie. Być może jest to jedno z najistotniejszych zadań pedagogiki.


 

wróć do góry Skip to content

W celu świadczenia usług na najwyższym poziomie stosujemy pliki cookies. Korzystanie z naszej witryny oznacza, że będą one zamieszczane w Państwa urządzeniu. W każdym momencie można dokonać zmiany ustawień Państwa przeglądarki. więcej informacji

Ustawienia plików cookie na tej stronie są ustawione na „zezwalaj na pliki cookie”, aby zapewnić najlepszą możliwą jakość przeglądania. Jeśli nadal będziesz korzystać z tej witryny bez zmiany ustawień plików cookie lub klikniesz „Akceptuj” poniżej, wyrażasz na to zgodę.
Polityka prywatności

Zamknij